‹‹ poprzedni artykuł   strona główna   następny artykuł ››
Piłkarska prowincja

A miało być tak pięknie. Właśnie dziś skończył się najlepszy sezon Ruchu Chorzów, przynajmniej od dziesięciu lat. Mecz z nie najsilniejszą przecież – Austrią Wiedeń, zakończył piękny sen chorzowskich kibiców.

W ogóle wpis ten miał się zaczynać inaczej, miało być coś o szalonej rodzinnej wyprawie do Wiednia, w drodze na wakacje. Plan był prosty, ekipa krewnych i przyjaciół, po całodziennym zwiedzaniu Wiednia, osiada na Praterze, męska część wycieczki i chętne elementy żeńskie, rusza metrem do dziesiątej dzielnicy, później parę przystanków bankom i dopinguje Niebieskich na Franz Horr Stadion. I zdzierać mieliśmy gardła po golach Sobiecha, prostopadłych piłkach Pulkowskiego i interwencjach Pilarza. I wszystko pieron szczeloł (taki wiedeński  bardziej). Po przegranej na Cichej, miejsce entuzjazmu zajął zdrowy rozsądek, miejsce euforii – przygnębienie. Bo oto uświadomiłem sobie, że w dalszym ciągu ten mój wielki Ruch Chorzów, jest piłkarską pipidówą, prowincją, gdzie raz na dziesięć lat „robi się” wynik. Później nastąpi wielka wyprzedaż i wielkie NIC. Mecze Ligi Europejskiej pokazały jak wiele znaczył w ubiegłym sezonie Niedzielan, jak mimo wszystko walczył o górne piłki Baran, jak motorycznie byliśmy przygotowani. Teraz mówi się jeszcze o sprzedaży Sobiecha (porażka z Austrią raczej przybliży go do tranferu), Sadlok gra nie równo, Jakubowski ma zadyszkę po pięciu minutach, a Olszar pojawia się na boisku (tyle można o nim powiedzieć).

Nikt o zdrowych zmysłach nie myśli o możliwości powtórki wyczynu nad wyczyny, jakim było zdobycie trzeciego miejsca w lidze. Finansowo jak zawsze Ruch jest wielką niewiadomą. Klub niby spłacił długi, ale coś się za nim w dalszym ciągu wlecze, niby wypłaca zawodnikom na bieżąco, ale chyba tak nie do końca. Organizacyjne dalej jesteśmy pośmiewiskiem, najpierw klub prowadzi zapisy na wyjazd do Karagandy, później wszystko odwołuje, przed ostatnim meczem zapomina o zorganizowaniu konferencji prasowej z trenerem drużyny gości, spiker mówi tak po angielsku jak ja po szwedzku, tydzień przed startem ligi nikt nie wie czy nowy system identyfikacji kibiców będzie działał, karnety sprzedają się mizernie, . O obchodach 90 lecia już chyba dawno zapomniano (jakiś tam koncert był w planie, jakiś mecz towarzyski – może kibice zapomną). W zamian zafundowano podwyżkę cen karnetów, nie oferując ich posiadaczom nic nowego i interesującego. Tak to wygląda niestety. W ubiegłym roku osiągnęliśmy piłkarski szczyt szczytów. Boję się, że zawodnicy osiągnęli też szczyt formy i teraz stoczą się po równi pochyłej. Pieniądze zarobione w ubiegłym roku zostaną przejedzone albo pójdą na spłatę kolejnych „spłaconych już” długów. Baardzo chcę się mylić, bardzo. Cóż, dziś krótko i smutno, ale co zrobić??

P.S. Jeśli chodzi o piłkarską prowincję i pipidówę, może się to odnosić do całej piłkarskiej elity kraju, reprezentującej Polskę w Pucharach. Dziś –3 mecze – 3 porażki. W ubiegły tygodniu cała Polska obśmiewała Ruch po remisie z Valettą. Czekam co będzie się mówić po dzisiejszych pucharowych wyczynach polskich drużyn.

2010-07-29

Dodaj swój komentarz

Nick / imie:
 
Komentarze
arek be 2010-08-11 13:05:52
Michale, a gdzie wpis po rewanżu w Wiedniu? ;)
marzenie ;) 2010-07-30 08:44:59
Niech się Pan nie martwi może spełni się jeszcze Pana sen o wielkich podróżach za SWOIM KLUBEM!!!