|
‹‹ poprzedni artykuł strona główna |
| Wykludzynie |
Wiedziałem, że będzie bolało. Wiedziałem, że będzie to ten rodzaj bólu, który uderza w część duszy, najbardziej ukrytą.
|
| |
Zamknąłem drzwi, niby jak zwykle... Górny zamek odwrotnie niż nakazuje logika, dolny z lekkim oporem. Wróciłem jeszcze raz. Wpierw sprawdziłem czy woda zakręcona, czy okna zamknięte. Żółte ściany izby, zielona kuchnia, wyglądały jak cały Drugi Chorzów – opuszczone, odarte z wszystkiego co ważne.... Przysiadłem na chwilę, jak zawsze gdy po coś wracałem... Tak robiła moja babcia, mama, ja, który zawsze z tego drwiłem – robię tak samo. Tym razem przysiadłem na podłodze, nawet ryczka niy została. Przez chwilę chłonąłem zapach ten, który znam od zawsze, ten, którego nie da się nazwać, ten jedyny i niepowtarzalny. Ten, którego nie będzie już nigdzie. Ponownie zamknąłem drzwi, niby jak zwykle... Górny zamek odwrotnie niż nakazuje logika, dolny z lekkim oporem. Wszystko trwało jakieś 40 sekund. Cholera, niczym u Koterskiego – pomyślałem.
Czimcie się, dziynkuja jeszcze roz... Pożegnawszy tymi słowy gospodynie, zamknąłem niemal osiemdziesięcioletnią historię obecności mojej rodziny na Ogrodowej- Kalide Str. - Rogowskiego – Kalidego. To stąd opapa August wychodził do huty, a babcia Lyjna do swojej roboty. Tu moje dzieci chłonęły pierwsze dźwięki, zapachy i smaki. Choć zmieniała się nazwa ulicy, jedno pozostało niezmienne – pomarańczowa ściana domu naprzeciw i bruk. Wykrakał mój ojciec chrzestny, mówiąc, że zdąży umrzeć, a asfalt pozostanie tu marzeniem.
W ogóle miało być niczym u Kusturicy – przyśniło mi się wielkie pożegnanie na placu, miało być piwo, gorzołka do chopów, wino do bab, bal do bajtlii wuszty dlo wszyskich.... Nie było nic.... Nie miałem siły... Zostało parę zdjęć i wagon wspomnień. Łza zakręciła się w oku.... Pewno będę tu wracał gdy skleroza mnie dopadnie i pofyrto mi się kaj miyszkom i pójda kaj mie łoczy poniesom, jak godała babcia Lyjna. A poniesom mie tukej.
Tyla lot, tyla lot – powiedziała siedząca w oknie, sąsiadka z naprzeciwka i zaczęła wspominać wszystkich mych przodków. Idźcie, idźcie, tam będzie dzieciom lepiej... Niech idą z tej dzielnicy... - poprawną polszczyzną utwierdzała mnie w trafności decyzji. Przestoń, przestoń? Idziesz fort ? - zapytała inna kobieta, znająca nas od zawsze. Było to kilka dni przed moją godziną „W”. „W” jak wykludzynie. Z kim rozmawiałem, przeżywał szok. Jednak idziecie, ja ?– pytano. „Jednak.” - słowo - klucz.... Chyba nikt w to do końca nie wierzył....Najmniej, ja. Co to, wyciongosz stond? – zapytał kto inny. Ja, do nowego? Ja to fajnie, ciepło bydziesz mieć, polić niy musisz.... Do „nowego” – od kilkudziesięciu lat w mentalności wielu mieszkańców mej ulicy, nowe – to szczyt luksusu,choć nowe już nie takie nowe, bo ponad 30-letnie. Swoją drogą, zachwycające jest to ile gwara śląska ma określeń na jedną czynność, jeden stan – iść fort, wyciongać, wykludzić. Wszystko to pachnie jednak przygnębieniem i niewiadomą.
W mojej godzinie wykludzynia, sąsiadki płakały niczym pobożne niewiasty na drodze krzyżowej. Miast Szymona z Cyreny i świętej Weroniki zlecieli się haszomaszketnicy różnej maści i prawie wyrywali mi z ręki stare szafki, łachy, hasie szkło i byle co – kiedyś ważne, dziś na hasiok przeznaczone. Zlecieli się niczym sępy nad ciepłym jeszcze ciałem. Wyciepujecie, to? Jo to wezna, mogą, ja? I nim zdążyłem odpowiedzieć, już następował bolesny dla mnie, przepływ towarów.
Ilekroć pisałem o Drugim Chorzowie, dostawałem kopa w dupę. Ktoś mówił, że koloryzuję, że przesadzam, że jestem sentymentalny, zacofany wręcz. Że wylewam swą żółć i gorycz, to na jednego, to na drugiego rządzącego i w ogóle się czepiam. Moje opuszczenie 42 metrowych przestrzeni pełnych pleśni i wspomnień, nie jest jest jednak ani oznaką buntu, ani poddania się. Jest tylko racjonalną ucieczką od mikrotoksyn. Jest bolesną ucieczką... Czy przed samym sobą? Nie wiem. Moja drugochorzowska dusza pozostanie taką jaka jest. I coś mi mówi, że tu jeszcze wrócę, najpóźniej na Józefkę. Póki co, zmieniam tylko otoczenie i zaczynam nową historię i być może, nowe opowieści ....
P.S. Rozumiem, że ja „uciekam” z Cwajki, ale żeby wycofywać też Strażników Miejskich?? Może w ogóle zrobić tu coś na kształt filmowej „Trzynastej Dzielnicy”?? Bez policji, bez reguł, bez nadziei.... |
| 2011-10-23 |
Dodaj swój komentarz
|
| Komentarze |
| voytek 2011-12-10 11:38:51 |
| No jo tyż mysloł, że razem sam skończymy żywot na Kalidego jak nasze ojce. Powodzenia na nowym(30letnim). Pamiyntomy ło Wos | | power 2011-10-29 22:14:22 |
| Przyjdą zaś! Wszyscy skończymy na Józefce... kiedyś.
Miej sie dobrze na nowym miejscu! | | Krzysztof 2011-10-24 17:53:03 |
| Udanego nowego miejsca zamieszkania ! | | z Józefki 2011-10-24 11:21:33 |
| Troche Panu zazdroszcze przekludki. "Tam dom Twoj, gdzie serce Twoje". Powodzenia na nowym miejscu. Mam nadzieję, że to nie jest Sosnowiec? | | Rafał Sudoł 2011-10-24 09:10:33 |
| A zdradzi Pan, Panie Michale, gdzie Pan się przykludzo? Choć zapewne z kolejnej opowieści się dowiemy lub domyślimy. Pozdrawiam i dziękuję za ten wpis! Znam ten ból. Też przywiazuję sie do miejsc, choć w obecnym spędziłem "dopiero" 24 lata... | | Ola 2011-10-24 08:24:49 |
| No coś Ty....myślałam, że będziesz na Kalidego wiecznie jak Lenin:)))) Pozdrawiam i wszystkiego dobrego na nowym miejscu:))) |
|
|
|